Pora na konkurs książkowy. Na zwycięzców czekają trzy publikacje W garnku kultury (red. Aleksandra Drzał-Sierocka) wydane i ufundowane przez Wydawnictwo Naukowe KATEDRA. Pytanie konkursowe znajduje się poniżej.

Jakie trzy produkty wrzucilibyście do jednego garnka, aby wyszła rewelacyjna potrawa?

Trzy najciekawsze odpowiedzi opublikowane w komentarzach pod tym postem zostaną nagrodzone książkami.  Na odpowiedzi czekam do 16.09.2014 do godziny 23:59. Wyniki konkursu pojawią się na blogu 17.09.2014 po godzinie 15:00.

W garnku kultury

Udostępnij

11 thoughts on “Konkurs – wygraj książkę „W garnku kultury”

  1. O! Ja mogę tu Tobie od razu zaproponować taki jeden swój pyszny gorący kociołek, z którym wiążę wiele radosnych wspomnień!
    Parę lat temu (kiedy jeszcze młoda byłam, haha xD) brałam z grupą znajomych udział w praktykach przy szkoleniu psów husky *nauka współpracy*. Każdej zimy wyjeżdżaliśmy do takiej małej uroczej mieścinki w górach z naszym Opiekunem *treser behawiorysta* i z piechami… nieco dalej od centrum, spokojna cicha okolica *odludzie* i rozległe przepiękne tereny pokryte grubym białym puchem, warunki idealne do naszych treningów. Pomimo, że pogoda przeważnie słoneczna była, to mróz trzaskał i szczypał w nochale, że hej! *rety, aleśmy wtedy wszyscy dostawali w kość, haha*
    Po kilku dobrych godzinach pracy Opiekun zawsze zarządzał dłuższą przerwę na odpoczynek dla psów i posiłek dla nas… i dopiero wtedy naprawdę zdawaliśmy sobie nagle sprawę, że wręcz ‘umieramy z głodu’ (wszakże przy absorbującym zajęciu czas ucieka szybko i głodu się nie czuje!). Prędko więc odśnieżaliśmy płat ziemi, zabezpieczaliśmy grubszymi pniakami i stawialiśmy taki stary (no, faktycznie, obrypany już xD) kociołek *ekwipunek stały przy każdej podobnej wyprawie*.
    To oraz składniki, oczywiście, które obrabialiśmy podręcznymi nożykami, kiedy Opiekun rozpalał ognicho pod kotłem. Jak już się porządnie roznieciło i nieco ustatkowało (a trzeba uważać, bo mieliśmy już raz taką przygodę, że przemarznięty kociołek nad paleniskiem pękł od zbytniego gorąca… i nici z żarełka *tragedia* xD Warto więc rozgrzewać powoli, mimo wszystko ;]), składniki wrzucaliśmy do kociołka, od razu – porcja suszonego mięcha wołowego z żelaznych racji wraz z domową wędzoną podsuszaną kiełbasą, którą przygotowywał nam właściciel schroniska, pyry, soczewica czerwona, skondensowany podręczny koncentrat pomidorowy i jedno stare cebulsko (haha, pamiętam je! Bulwa ze szczypiorem, którą na szybko przed wyprawą udało się wygrzebać z piwniczki *niestety, ktoś zaniedbał uzupełnianie zapasów, haha*) … także niezastąpiony dodatek specjalny – przesiekana wraz z pestkami papryczka chilli! Oczywiście sól. Wszystko to zalane butelką wody mineralnej. Pokrywa kociołka zamknięta – i czekamy niecierpliwie, grzejąc się przy ogniu i wesoło gawędząc, wymieniając uwagi i spostrzeżenia… psy sobie hasają, kopią w zaspach *zazdroszczę energii, chyba miały jej niewyczerpane pokłady xD* Nagradzamy je za posłuszeństwo psimi smaczkami, wątróbkowymi suszonymi ciasteczkami roboty jednej z naszych współtowarzyszek (wyjątkowo smrodliwe kęsy, konieczne opakowanie szczelnie zamknięte, haha xD)…
    I w końcu! – pokrywa w górę, nagromadzona para bucha nam w twarze, ulatuje, drewniana kopycha zatapia się i miesza w apetycznie bulgoczącej, gęstej zawartości kociołka… jeszcze dodatkowa szczypta chilli w proszku *a co, być musi!* – gotowe!
    Nie mamy talerzy, trudno byśmy je ze sobą zabrali, ale nic nie szkodzi! Każdy z nas nożykiem odcina sobie grubą świeżutką pajdę z ciężkiego razowego bochna wypieczonego na zakwasie (najlepszy, jaki jadłam w życiu! *wypieku szanownej Babuni gospodarza* Z prażoną cebulką :]]) i kolejno maczamy sobie w przyrządzonej potrawie… hmmm… pycha!
    Pomimo niewielkiem ilości wykorzystanych składników, aromatyczne, treściwe, sycące… pikantneeee! Palące w języki i gardła, rozkosznie rozgrzewające!
    No pewnie! Może to było trochę ubogie, mało wyszukane, kreatywności żadnej, niektórzy by nawet mogli zasugerować, że również niezbyt zdrowe… ale, niech licho! – to było jadło takie, jakiego akurat żeśmy wtedy potrzebowali i którym raczyliśmy się jak przy żadnym innym!
    Jejku… polowe jadło w surowych warunkach – życzę każdemu, by samemu zechciał i zaznał jego uroków, nie ma niczego lepszego :]
    Dziś, w warunkach domowych, przygotowuję sobie podobne danie… nie mam co prawda tak smacznej kiełbachy i mięcha, które zamieniam na mięsiwo drobiowe, wołowe, czasem jakieś rybsko (jak moje chłopy z wędkowania przytachają xD) … zamiast koncentratu pomidorowego i ‘nadszarpniętej’ cebuli dodaję świeże, ździebko ograniczam pikanterię… Często wzbogacam danie o groszek zielony i marchewkę… Nieco zielonej natki pietruchy zerwanej z ogrodu (czy tam donicy w szklarni, jeśli akurat zima jest)…
    Gotuję w normalnym garze (niezmiernie żałuję, że nie mogę wygospodarować miejsca na małej działce, by rozpalić ognisko… T__T)… a potem z domownikami zasiadam do stołu i przypominam sobie dawniejsze przygody…
    No… to wszystko, co polecam, już ściśle odnośnie pytania konkursowego, głównie trzy produkty – dobra wiejska ostra kiełbasa, soczewica i pomidory:]
    (haha, i było mi się rozpisywać? Tak mnie na wspominki wzięło… ;P).
    Pozdrawiam! N.

  2. Tylko trzy produkty? Ciężkie zadanie 🙂

    1. Cebulka, ewentualnie kilka dymek
    2. Sos pomidorowy, najzwyklejszy z kartonika
    3. Kawałki kurczaka, najlepiej z warstewka tłuszczyku 😉

    Kawałki kurczaka podsmażamy na niewielkim ogniu, pozwalamy, aby tłuszczyk się wytopił, a pory w mięsie pozamykały. Wtedy dodajemy posiekaną w kosteczkę cebulkę aby się zeszkliła, następnie zalewamy wszystko sosem pomidorowym i dusimy przez 15-20 minut, aż kawałki mięsa dojdą i przejdą aromatem pomidorowo – cebulkowym. Jeżeli użyliśmy dymek, zieloną część warto pozostawić, pokroić na większe kawałki i udekorować danie. Moje danie idealnie komponowałoby się z bagietką albo brązowym ryżem!

  3. 1. tofu yuba (w chińskiej wersji 腐竹) pocięte na krótkie kawałki
    2. krewetki
    3. sos sojowy

    Do tego należałoby jeszcze dodać mu’ery, olej sezamowy i czosnek, ale skoro tylko trzy składniki… 🙁

  4. Trzy składniki ? Znam wiele potraw,które są rewelacyjne mimo małej ilości składników. Podam mój ulubiony:
    wątróbka drobiowa – 0,5 kg
    cebula – 1 duża
    jabłko lub gruszka -1 duża
    Cebulkę kroimy w piórka,smażymy ok 2-3 min,dodajemy jabłko pokrojone w ósemki do cebulki nadal leciutko podsmażamy.Następnie dajemy wcześniej umytą i osuszoną wątróbkę.Wszystko delikatnie smażymy mieszając. Pieprz i sól /nie są produktami tylko przyprawami/więc na koniec pieprzymy i solimy.A następnie wcinamy… 🙂

Pozostaw odpowiedź monika Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *